To byl bardzo, bardzo udany dla mnie dzien, ktorego zwienczeniem byl basniowy zachod slonca (sunny fairy tale) i niebo  niczym najcudowniejszy pejzaz – celestial… Noca wydarzylo sie jednak cos bardzo, bardzo dziwnego – link – i nawet powiedzialam do siebie na glos – no tak, mamy 30 kwietnia… A to juz najnowszy post Lisy Renee, ktory przez wzglad na kilka poruszonych w nim kwestii postanowilam dodac:

Advertisements